Zjedliśmy śniadanie, odnieśliśmy naczynia i rozeszliśmy się do pokoi, by zdążyć na lekcje.
~Po lekcjach~ Gdy lekcje się skończyły poszłam do mojego pokoju i postanowiłam się przebrać. Gdy wyszłam z łazienki, zobaczyłam, ze Miron też tu jest. Siedział przy biurku i oglądał jeden z moich szkicowników. Bezszelestnie znalazłam się za nim i obserwowałam jego poczynania. Oglądał właśnie jeden z pierwszych rysunków. Obrazek przedstawiał sędziwego człowieka, otoczonego przez gąszcz różnorakich roślin. Miał na sobie tradycyjny plemienny strój złożony z plecionej spódniczki i wielu kolorowych ozdób. Celował z drewnianej dmuchawki do niewidocznego zwierzęcia. Miron chwilę oglądał rysunek, a potem przewrócił kartkę . Drugi obrazek przedstawiał główkę tsansa. Zaszyte oczy i usta oraz czarne włosy robiły lekko makabryczne wrażenie. Położyłam dłoń na ramieniu Mirona, a on odwrócił się jak oparzony, prosto by spojrzeć w 'oczy' rekwizytu z obrazka. Trzymałam przedmiot za kruczoczarne włosy, w końcu odłożyłam go na biurko. -Dostałam ją od dziadka, wielkiego wojownika.-powiedziałam Miron był lekko zdziwiony.-Pochodzę z plemienia Jibaro zamieszkującego amazońską selwę. -Urodziłaś się w dżungli?-spytał. -Nie, głuptasie. Ja urodziłam się w Manaus. Mój dziadek i tata urodzili się w selwie, moja mama była peruwianką, historyczką sztuki. Moi rodzice umarli gdy miałam 6 miesięcy. Do dzisiaj nie wiem z jakiego powodu. Opiekował się mną dziadek, a on umarł, gdy miałam 11 lat. Poszłam pod opiekę ciotki, ale mam pamiątki po nim i po rodzicach... -Przykro mi... nie wiedziałem... -Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.-powiedziałam i spojrzałam mu głęboko w oczy.-I to ja Cię przepraszam, bo już któryś raz Ci się zwierzam, nie powinnam obarczać Cię moimi...-nie dokończyłam, bo Miron... Miron, co zrobiłeś? |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz